hermaszewskiUmiejętności, jakie to coraz nowe wykuwa człowiek osadzony przez Stwórcę na Ziemi, by ją sobie podporządkować, zaprowadziły go… poza Ziemię. Kosmiczne podboje nie są już novum. Człowiek poczyna sobie w przestworzach coraz bardziej odważnie. To, co w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku było na kosmicznej orbicie pionierskie, ma współcześnie zgoła inne oblicze. Ale nie w każdej sferze. W tej, interesującej  sferze podstawowego pożywienia, tj. chleba, kosmonauci przejawiają pewne atawizmy…

Nim Mirosław Hermaszewski ruszył w 1978 roku w drogę, w kosmosie byli już Rosjanie, Amerykanie i Czechosłowacy. Czasy eksploracji kosmosu przez tych pierwszych i przez naszego kosmonautę niewiele jeszcze się różniły. Podobne też były doznania „metafizyczne”. W kosmosie ponoć wyostrzają się zmysły: słuch, wzrok, zapach… zapach właśnie, bo kosmos ma swój zapach a Ziemia w kosmosie bardzo intensywnie pachnie tęsknotą.

Na pokładzie rosyjskiego statku kosmicznego, poza istotowo ważną misją poznawczą podczas wielokrotnego okrążania Ziemi, były też codzienne rytuały. Wśród nich – jedzenie. Polski Kosmonauta  tak rozpoczyna narrację o kosmicznym jedzeniu: „Jak się człowiek wybiera w podróż, myśli o jedzeniu, o chlebie. Dlatego też zabiera ze sobą kanapki. Chleb zniweluje głód a  dodatkowo w opałach przywoła obraz domu, bo zawsze z domem się kojarzy”.     Inny to był chleb niż domowy bochen. Już tydzień przed startem z kosmodromu Bajkonur Hermaszewski i jego radziecki mentor i dowódca Piotr Klimuk (oraz dublerzy) przyzwyczajali się do specjalnej diety kosmicznej. Chleb był jednym z elementów tego niecodziennego menu…